Dzień był egoistyczny.
...Dokończyła kawę, po czym przystąpiła do "rytuału"
mycia zastawy. Jej lekkie dłonie obmacywały filigranową bryłę, unosząc ją
delikatnie i zmysłowo nad zlewem. Woda była ciepła, lecz nie gorąca.
W tle pomiędzy Johnnym a kolejną serią obficie atakujących dach kropli
rozległ się pisk opon.
-Dosyć tej małpiej muzyki!
Postawiła filiżankę na świeży gałganek.
Zwinnie przemknęła do salonu zamieniając "Janka" na jeden z milszych
albumów tej jesieni. Wróciła do kuchni, nawilżyła ściereczkę
nałożyła odrobinę sody, przetarła brzegi porcelanowej filiżanki,
po czym zaśpiewała.
-Now you see why I'm not scared to die...
Z uśmiechem podeszła do wcześniej utrwalonego zapisu
chwyciła za pióro, tym razem o stalówce szerokiej, ukośnej,
skreśliła lichy zapisek, notując:
Ziąb me kości, ziąb padlinę którą się staje,
miażdż pychę, anse, pośladki i piersi.
Krusz wątpliwość, dław, kalecząc, lecz mile,
wieczorną porą powściągaj swe pięści.
 |
~soheir |